Od lat na Wydziale Nauk Inżynieryjnych Akademii Nauk Stosowanych w Nowym Sączu (do niedawna Instytucie Technicznym PWSZ) przygotowuje się niebanalne prace dyplomowe. Studenci Mechatroniki z obron tytułu inżyniera... wyjeżdżają np. osobiście skonstruowanymi pojazdami lub prezentują udoskonalone przez siebie podzespoły do maszyn.

 2

Przed laty furorę na podwórku wówczas Instytutu Technicznego robił terenowy pojazd Baggie, który w ramach pracy inżynierskiej wykonała dwójka studentów: Grzegorz Maciaś i Krzysztof Król. Innym razem studentowi Mechatroniki marzył się pneumatyczny układ zawieszenia w oplu corsie. Nic trudnego – powstał. Podobnie jak w przypadku innych projektów najpierw były setki obliczeń, symulacje, a dopiero potem wykonanie danego „wynalazku”. Wspólnym mianownikiem takich niebanalnych pomysłów na prace inżynierskie jest pasja młodych ludzi – zamiłowanie do motoryzacji, inżynierii produkcji czy chociażby od niedawna do możliwości jaki daje druk 3d – którą mogą tu rozwijać przez praktyczne studia.

- Promotorzy prac dyplomowych chętnie zgadzają się na takie prace. Wspieramy kreatywność młodych ludzi i stawiamy na praktyczny wymiar nauki – mówi dr Monika Golonka, Prodziekan Wydziału Nauk Inżynieryjnych Akademii Nauk Stosowanych w Nowym Sączu.

W tym roku student Mechatroniki, Mateusz Górszczyk, tytuł inżyniera zdobył... przenosząc napęd elektryczny do crossowego motocykla. Obok tradycyjnej, drukowanej pracy i prezentacji multimedialnej komisji egzaminacyjnej zaprezentował swój pojazd. Skąd pomysł na taką pracę inżynierską?

- Początkowo myślałem o zastosowaniu napędu elektrycznego w rowerze, bo bardzo mi przed laty przypadło do gustu takie rozwiązanie komunikacyjne na wakacjach we Włoszech. Jednak, kiedy trzeba było się zdecydować na wybór tematu pracy, zdecydowałem się na taki napęd w motocyklu, żeby było bardziej oryginalnie. Poza tym mam zamiłowanie do motocykli i jazdy w trudnym terenie  – mówi Mateusz Górszczyk z Laskowej.

Realizacja pomysłu nie była łatwa, a najwięcej czasu trwało… oczekiwanie na zamawiane części do elektryfikacji z Chin. Elektryczny cross został zbudowany na ramie od Suzuki RMZ 250. Na jednym ładowaniu baterii jest w stanie pracować w ciężkim terenie około 3 godzin. I tu największe zaskoczenie…

- Ludzie, których mijam bardzo się dziwią, że mój motocykl jest prawie bezdźwięczny, kiedy inne crossy i quady wręcz ryczą na leśnych i polnych szlakach. Stąd bardzo pozytywnie jest odbierany i chwalony za ten walor – dodaje.

Elektryczny motocykl jest o dwa kilogramy lżejszy od wersji spalinowej. Ma 30 koni mechanicznych, a do „setki” rozpędza się w niespełna cztery sekundy. Najwyższa bezpieczna prędkość uzyskana podczas testów to 130 km/h. Mateusz już zapowiada, że będzie chciał dalej udoskonalać swój elektryczny motocykl.

Zapraszamy na studia w Wydziale Nauk Inżynieryjnych Akademii Nauk Stosowanych w Nowym Sączu!